Earthing

EARTHING – czyli chodzenie na boso.

EARTHING – metoda terapeutyczna polegająca na spacerach na boso po ziemi. Nie po zabetonowanych lub wyłożonych kostką chodnikach, ale po żywej ziemi, piasku i trawie.

Z tą terapią każdy z nas spotkał się przynajmniej raz w życiu chodząc na boso po piasku na plaży, po drogach gruntowych czy po trawie nad jeziorem.

Metodę tę usystematyzował, przebadał i opisał Clint Ober. Clint spędził 30 lat swojego życia pracując dla przemysłu telekomunikacyjnego, podłączając kable telewizyjne jako monter. Podczas pracy zauważył wielokrotnie pewną zależność. Żeby kable prawidłowo przewodziły sygnał muszą być uziemione. Jeżeli nie są uziemione, skutkuje to gorszą jakością i stabilizacją sygnału. Ogólnie gorszym przewodzeniem.

Wskutek obserwacji znalazł analogię między kablami elektrycznymi a ludzkim ciałem. Ponieważ nasze ciało to również osprzęt elektryczny.

W dawnych czasach ludzie chodzili na boso lub nosili buty z podeszwami z naturalnej skóry, która rezonowała z ziemią i przewodziła ładunki elektryczne. Człowiek był naturalnie uziemiony. Odkąd ludzie zaczęli nosić buty z syntetycznymi podeszwami, stracili uziemienie.

Ziemia ma nieskończoną ilość wolnych elektronów. Jeśli człowiek jest uziemiony to elektrony te przepływają po ciele i neutralizują wolne rodniki.

Tutaj przedstawiam definicję wolnych rodników :

Rodniki – atomy lub cząsteczki zawierające niesparowane elektrony, czyli charakteryzujące się spinem elektronowym różnym od 0.

Wolne rodniki „tęsknią” za elektronem, którego im brakuje, więc jeżeli wchodzą w kontakt z naszym organizmem, wyciągają te elektrony z naszych komórek.

Wolne rodniki powodują przyśpieszony proces starzenia i stany zapalne, które są stanami wyjściowymi do rozwoju innych chorób.

Dlatego, żeby zneutralizować wolne rodniki spacerujemy na boso po ziemi, która ze względu na fakt, że posiada mnóstwo wolnych elektronów, może te rodniki zneutralizować.

Noszenie butów z syntetycznymi podeszwami to całkowite odcięcie się od tego zródła.

Clint przeprowadził wiele obserwacji na sobie i swoich pacjentach i zauważył, że chodzenie na boso pomaga :

– pozbyć się bezsenności

– poprawić pracę wszystkich organów

– wyleczyć artretyzm

– cofnąć dolegliwości związane ze stwardnieniem rozsianym

– wyeliminować depresję

– zoptymalizować przepływ energii w ciele

Jak to działa?

Nasze ciało to osprzęt elektryczny, skonstruowany jak bateria.

Mamy nasz biegun dodatni na poziomie głowy, kiedy oddychamy powietrzem i biegun ujemny pod stopami, kiedy chodzimy po ziemi.

Atmosfera ziemska naładowana jest dodatnio a powierzchnia ziemi ujemnie. Kiedy nosimy buty z syntetyczną podeszwą, tracimy naszą ujemną polaryzację i energia w ciele nie może swobodnie płynąć.

Dodatkowo, jeżeli ciało jest nie uziemione powstają w nim stany zapalne. Stany zapalne są przyczyną innych chorób.

Przetestowałam tą metodę w praktyce na sobie.

Któregoś dnia na zajęciach fitness nadwyrężyłam sobie lewe kolano, straciłam stabilność rzepki i naciągnęłam więzadło. Przez miesiąc oszczędzałam kolano i łykałam suplementy wspomagające stawy. Trochę się poprawiało ale całkowicie nie przechodziło i musiałam cały czas na to kolano uważać. Miałam dosyć ciągłego uważania i wysłałam w pole kwantowe pytanie : „co z tym zrobić?”

W tym czasie oglądałam GaiaTV i w przeciągu paru sekund po moim pytaniu wyświetlił mi się program o EARTHING.

Obejrzałam, wstałam i poszłam chodzić na boso.

Chodziłam po ziemi i trawie przez ponad godzinę. Wróciłam do domu i na drugi dzień mi się pogorszyło. Bolało mnie kolano i dziwnie się czułam. Pomyślałam więc, że to wszystko bzdura.

A jednak…. na trzeci dzień wszystkie dolegliwości ustąpiły, moje kolano się ustabilizowało i nie muszę już więcej na nie uważać.

Najpierw mi się pogorszyło a potem poprawiło. Widocznie ciało było tak wytrącone z równowagi przez chodzenie w butach, że potrzebowało jednej doby, żeby się od nowa skalibrować.

Dlaczego więc lekarze i nikt ze świata medycyny nie mówi i nie pisze, że chodzenie na boso może nas uzdrowić?

Clint twierdzi, że chodzi tu o zyski koncernów farmaceutycznych, które straciły by możliwość „leczenia” przez całe życie pacjenta z chorób które uznały za nieuleczalne.

Jak spadły by ich zyski, gdyby człowiek chory na artretyzm dowiedział się, że będzie zdrowy jak przespaceruje się na boso?

Z tego nasuwa się jeden wniosek. Natura ma lek na każdą dolegliwość i im bliżej natury żyjemy, tym lepszym zdrowiem się cieszymy.

Zachęcam do chodzenia na boso!