Skuteczne odchudzanie

Od jutra zaczynam się odchudzać. Od Nowego Roku zacznę się odchudzać, zacznę ćwiczyć. Żeby schudnąć zastosuję dietę. Kupię cudowny koktajl odchudzający.

Tyle cudownych diet, preparatów, godzin ćwiczeń, twardych postanowień. I co?

Nic. Waga ani drgnie a czasem bywa jeszcze gorzej.

Co sprawia, że pomimo tylu wysiłków włożonych w uzyskanie idealnej figury wszystko to jakoś wydaje się nie działać. Albo działa, tylko że u innych.

Co jest potrzebne, żeby skutecznie i na trwałe schudnąć i żeby nadprogramowe kilogramy nie powróciły ze zdwojoną siłą?

Odpowiedz znajduje się w naturalnej funkcji naszego organizmu, jaką jest proces ketozy. Czyli mechanizm spalania tłuszczu.

U większości osób zmagających się z nadprogramowymi kilogramami proces ketozy został upośledzony bądź jest wyłączony. Organizm „zapomniał” jak spalać tłuszcz i przetwarzać go na energię.

Co więc powoduje upośledzenie lub wyłączenie procesu ketozy?

Najlepiej przyjrzeć się temu, jak większość ludzi żyje na co dzień we współczesnym świecie.

Codziennie miliony ludzi na świecie wstaje rano i wykonuje te same rutynowe czynności.

Wstają, idą pod prysznic, do kuchni, gdzie wypijają kawę lub dwie wpatrując się w smartfon, idą do pracy, gdzie wykonują te same rutynowe czynności, których nawet nie lubią ale trzeba „zarabiać na chleb”, który sam w sobie w dzisiejszych czasach jest produktem niezdrowym, w dużym stopniu przyczyniającym się do otyłości, ponieważ większość zbóż dostępnych na rynku a przede wszystkim pszenica, to rośliny zmodyfikowane genetycznie.

Większość z tych milionów ludzi, którzy wstają codziennie rano nie lubi swojej pracy.

Jedyna myśl, jaka towarzyszy im przez cały dzień to żeby jak najszybciej z niej wyjść, wrócić do domu, włączyć telewizor pokazujący ogłupiające programy i zapomnieć. O tym, że żyją.

Po co więc pracują?

Bo mają zobowiązania, rachunki, kredyty do spłacenia i milion innych wydatków. Większość z tych wydatków nie jest nawet potrzebna do życia ale trzeba mieć to, co wszyscy. Tak przynajmniej myślą.

I tak oto życie zamienia się w walkę o przetrwanie, któremu towarzyszy poczucie frustracji i stres. Życie w którym cały czas czegoś brakuje lub lada chwila może zabraknąć.

Zostaje więc uruchomiony program walki o przetrwanie, który sam w sobie nie jest dla nas niebezpieczny. W przeszłości ten mechanizm umożliwiał nam przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku, pełnym dzikich zwierząt a także członków innych plemion gotowych nas zaatakować by zagrabić nasze zapasy.

W przeszłości jednak mechanizm walki załączany był na krótko – w sytuacjach, kiedy trzeba było walczyć lub uciekać. Kiedy niebezpieczeństwo mijało ten mechanizm się wyłączał a organizm wracał do normalnego stanu.

W dzisiejszych czasach większości ludzi towarzyszy nie ustający stres. Stres jest dodatkowo potęgowany przez przekaz jaki można zauważyć w telewizji czy internecie, który programuje naszą percepcję, i przekonuje nas, że na każdym rogu czai się niebezpieczeństwo, ktoś może nas zabić, w każdej chwili możemy zachorować, stracić pracę a w ogóle na całym świecie trwa nie ustający kryzys i dlatego nie możemy czuć się bezpieczni.

I jeżeli nie będziemy długo i ciężko pracować to z pewnością marny nasz los i nie przetrwamy.

Organizm jest więc utrzymywany w stanie permanentnego stresu, z włączonym mechanizmem walki, który nie może się wyłączyć.

Co się dzieje wtedy z ciałem na poziomie biologicznym?

Organizm zaczyna wytwarzać kortyzol i adrenalinę, które wyłączają metabolizm tłuszczów.

W sytuacji „walcz lub uciekaj” najszybszym paliwem jest cukier. I po niego organizm sięga najpierw w sytuacjach stresowych. Woli cukier, ponieważ spalanie tłuszczu wymaga dużych nakładów energetycznych, a w sytuacji zagrożenia nie ma czasu na marnowanie energii.

Jak reaguje psychika w sytuacji permanentnego stresu i poczucia zagrożenia?

Zaczynamy kreślić najgorszy możliwy scenariusz. W takim scenariuszu możemy na przykład rozchorować się, stracić pracę, może rozpaść się nasze małżeństwo albo może zdarzyć się to wszystko na raz.

Dla każdego najgorszy możliwy scenariusz jest inny. Bo dla każdego co innego w życiu jest najważniejsze.

Nasz mózg niestety nie jest ewolucyjnie przystosowany do tego, żeby rozpoznać, czy zagrożenie jest realne czy tylko tak o nim myślimy. Nasz mózg nie rozróżnia między tym, co myślimy a tym, co dzieje się naprawdę.

Poza tym mózg biologiczny nie zna abstrakcyjnych pojęć i konfliktów z którymi na co dzień się zmagamy.

Dla naszego biologicznego mózgu, który niestety nie nadążył za abstrakcją współczesnej cywilizacji istnieje tylko jeden najgorszy scenariusz – „zabraknie jedzenia”.

I na każdy konflikt braku reaguje w ten sam sposób – „zabraknie jedzenia”.

A jak może zabraknąć jedzenia to należy gromadzić zapasy.

Człowiek żyjący w ciągłej świadomości braku gromadzi więc zapasy(tłuszcz) a dodatkowo jeśli żyje w stresie to tego tłuszczu nie może spalić bo organizm zawsze sięga po cukier jako łatwiej dostępne paliwo. Poczucie zagrożenia sprawia, że mechanizm ketozy zostaje wyłączony i tak tworzy się błędne koło.

Aż w końcu organizm „zapomina” jak ponownie załączyć spalanie tłuszczu i nie możemy schudnąć niezależnie od metody odchudzania którą stosujemy.

W takim przypadku, jeżeli kiedykolwiek mamy schudnąć to pierwszym krokiem jest załączenie procesu ketozy.

Trzeba przypomnieć ciału jak spala się tłuszcz.

A sposób na to jest tak naprawdę tylko jeden i jest nim post. Nie da się ponownie załączyć procesu ketozy bez zastosowania postu. Musi to być ścisły post przez przynajmniej 3 dni bo inaczej ten mechanizm się nie załączy.

Tradycja stosowania postów jest stara jak ludzkość i obecna we wszystkich religiach. Post jest obecnie stosowany przez wiele rdzennych kultur oraz przez niektóre religie.

Post nie tylko pomaga schudnąć ale sprawia również, że organizm pozbywa się nagromadzonych toksyn, dzięki czemu komórki mogą łatwiej się regenerować.

Ja proponuję zastosowanie postu opisanego przez współczesnego szamana i antropologa dr. Alberto Villoldo. Jest to post stosowany przez rdzenne kultury indiańskie.

Post trwa trzy dni i najlepiej go zaplanować, jeżeli mamy akurat trzy dni wolne i nic nie będzie nas rozpraszać.

Post można przeprowadzić praktycznie wszędzie, w swoim pokoju lub udać się pod namiot na łono natury. Post proponowany przez A. Villoldo jest postem ścisłym podczas którego w ciągu 3 dni można pić tylko wodę.

Przez 3 dni nic nie jemy i w ten sposób przyzwyczajamy organizm do przejścia w stan ketozy. Post wywołuje również detoksykację komórek podczas autofagii i aktywuje powstawanie komórek macierzystych w mózgu.

Gdy zgłodniejesz, zacznie ci burczeć w brzuchu. Częściej burczenie jest głośniejsze w głowie niż w brzuchu. Układ limbiczny tęskni za bogatym w glukozę jedzeniem i jest przekonany, że umrze, jeśli ominie posiłek. Wykorzystaj burczenie w brzuchu, by obserwować jak dziki jest umysł.

Razem ze skurczami głodowymi prawdopodobnie będziesz miał wahania nastrojów, spadek energii, i mniej więcej przez pierwszy dzień postu będziesz drażliwy. Dyskomfort w większości jest skutkiem procesu detoksykacji. W czasie pierwszej doby postu spalisz cały glikogen zgromadzony w wątrobie, a następnie zaczniesz spalać białka mięśni, łącznie z sercem. Po tym etapie organizm przejdzie w stan ketozy i zacznie spalać tłuszcze. Oznaką tego będzie ustąpienie skurczów głodowych.

Trzydniowy post jest całkowicie bezpieczny dla większości osób o dobrym stanie zdrowia. Jeśli masz jakieś problemy zdrowotne, przed rozpoczęciem postu skonsultuj się z lekarzem lub terapeutą. Jeżeli jesteś cukrzykiem, zażywasz leki lub przechodzisz ostrą fazę choroby, nie pość bez uprzedniej konsultacji z lekarzem.

Stałe nawodnienie to sprawa nadrzędna. Powinieneś pić przynajmniej 4 litry wody dziennie.

Będziesz się nudził, więc warto jest zająć się medytacją lub przeanalizować swoje życie i zastanowić się, jakich ról nie chcesz już odgrywać. Możesz spisać te role i spalić je w płomieniu świecy lub w ognisku, jeżeli przeprowadzasz post pod namiotem.

Powodzenia!